wtorek, 28 lipca 2015
Jeśli coś nas irytuje w zachowaniu dziecka przyjrzyjmy się sobie :)
Dziecko, które przebywa w towarzystwie rozluźnionego dorosłego, nie jest w stanie być „niegrzeczne”.
Artykuł napisany dla magazynu ,,Sens,,, autor:Dorota Hołówka
Czego możemy nauczyć się od dziecka?
Dzieci pokazują nam to, co wyparliśmy w procesie uspołeczniania. Najczęściej jest to złość, ale też smutek, żal, poczucie winy, spontaniczność.Dlatego warto potraktować je jako naszych najlepszych nauczycieli.
Kiedy przychodzi do mnie matka, twierdząc, że ma problem z własnym dzieckiem, wówczas daję jej kilka zaleceń. Po pierwsze, napisz na kartce, jakich rad udzieliłabyś swojemu dziecku, co byś w nim zmieniła, a potem przeczytaj na głos, najlepiej przed lustrem. Następnie wprowadź te zmiany w swoje życie i obserwuj, jak dokonuje się cudowne uzdrowienie twojego dziecka. Po drugie, opowiedz komuś bliskiemu na głos, jak postrzegasz swoje dziecko, zrób to szczerze, opisz rzeczy, z których jesteś dumna, ale też zachowania lub cechy charakteru, które cię niepokoją. Kiedy będziesz opowiadała, bądź świadoma, że każde z wypowiedzianych zdań jest częścią ciebie.
Z moich długoletnich i wnikliwych obserwacji jasno wynika, że dzieci są papierkiem lakmusowym nas samych. Sposób, w jaki do nich mówimy, pokazuje tak naprawdę nasz wewnętrzny dialog, który z czasem staje się również dialogiem wewnętrznym naszych pociech. Ich zachowania odzwierciedlają wprost nasze emocje. Dlatego jeśli widzimy, że dziecko jest niespokojne, to zamiast je uspokajać, krzyczeć, upominać – warto skontaktować się z własnymi emocjami, bowiem dzieciaki stanowią swoiste odbicie tego, co dzieje się w nas samych. Kiedy my się wyciszymy, w efekcie dziecko zarezonuje spokojem.
To, czego nie chcemy widzieć
Pewnego dnia przyszedł do mnie mężczyzna, który był bardzo zmartwiony negatywnym nastawieniem swojego dziecka. Zapytałam, kiedy ostatnio doświadczył trudnych emocji, i jak by je opisał. Nie potrafił powiedzieć. Stwierdził, że jeśli dzieje się w jego życiu coś trudnego, skupia się na rozwiązaniu problemu. Oczywiście w takim podejściu nie byłoby nic złego, gdyby nie fakt, że mężczyzna ten nauczony został całkowitego wypierania trudnych emocji. Niestety, to, co odtrącamy, zawsze upomina się o siebie i to właśnie najczęściej dzieci pokazują nam to, czego nie chcemy widzieć.
Mężczyzna wraz ze swoją żoną rozpoczął świadomą pracę nad zatrzymywaniem się na negatywnych emocjach – nie po to, aby rozpamiętywać to, co trudne, ale po to, żeby przyznać, że istnieją uczucia, które sprawiają dyskomfort i ból. Paradoksalnie przyznanie się do odczuwania trudnych emocji uwalnia nas od nich, i tym samym uwalnia nasze dzieci. Energię, którą poświęcaliśmy na utrzymywanie ich w nieświadomości, możemy spożytkować na kreowanie radosnego życia, w którym doświadczamy całego spektrum uczuć.
To przed czym bronimy się
Kiedy postanawiamy, że nie chcemy być więcej ofiarą, ponieważ w dzieciństwie doświadczyliśmy cierpienia, zaczynamy zwykle wchodzić w rolę kata, w konsekwencji nasze dziecko najczęściej przejmuje rolę ofiary, pokazując nam to, z czym nie chcemy się skonfrontować. I przeciwnie – kiedy sami zachowujemy się jak ofiara, nasze dziecko zaczyna przypominać kata. Zjawisko to można zaobserwować w przyrodzie. Wielu opiekunów drapieżnych zwierząt opisuje to niezwykłe doświadczenie, że gdy uciekasz przed tygrysem, to on cię goni, a kiedy zaczynasz biec w jego kierunku – ucieka. Natomiast kiedy się zatrzymujesz i kierujesz życzliwe emocje ku zwierzęciu, ono zaczyna bawić się z tobą i do momentu, w którym nie czujesz lęku, jesteś całkowicie bezpieczna, nawet jeśli tygrys jest głodny.
Podobnie jest z dzieckiem. Jeśli mamy kontakt z własnymi emocjami, wówczas maluch otwiera swoje serce nie tylko na nas, ale na wszystkie przejawy życia.
To, czego możemy się nauczyć
Zaobserwowałam, że nasze dzieci widzimy przez pryzmat nas samych, własnych nawyków, wzorców, które ukształtowała przeszłość. Wśród psychologów słynne jest powiedzenie, że jesteśmy sumą naszych przekonań. Kiedy rozwijamy się, zaczynamy proces podważania tego, co wydawało się wyrocznią. W niewytłumaczalny sposób dzieci zaczynają dostosowywać się do naszych nowych przekonań – tak jakbyśmy naszymi myślami tworzyli dziecko. Oczywiście, nie ma jednoznacznych badań naukowych potwierdzających to zjawisko. Jednak wnikliwy obserwator bez zbytecznych psychologicznych kwalifikacji może doświadczyć tego, o czym piszę, dlatego zachęcam do otwarcia się na to doświadczenie. Daje ono poczucie ogromnej sprawczości, które potem można z powodzeniem przełożyć na inne dziedziny życia.
Dzieci, oprócz tego, że pokazują nam to, czego nie akceptujemy w sobie, są skarbnicą wiedzy i dają nam odpowiedzi na trudne pytania. W związku z tym, że ich umysły nie są jeszcze przesiąknięte szkolną wiedzą, mają ogromny dostęp do intuicji. Wiedza szkolna wbrew pozorom w bardzo dużym stopniu ogranicza nasze horyzonty. Problem polega na tym, że dorośli nie biorą na poważnie dziecięcych rad. W związku z tym, że dzieci często posługują się metaforą, dorośli traktują ich słowa jako fantazję, a to wielki błąd. Dlatego zachęcam do uważnego słuchania naszych pociech i szacunku do ich mądrości, która pochodzi prosto z serca.
Dorota Hołówka
Czego możemy nauczyć się od dziecka?
Dzieci pokazują nam to, co wyparliśmy w procesie uspołeczniania. Najczęściej jest to złość, ale też smutek, żal, poczucie winy, spontaniczność.Dlatego warto potraktować je jako naszych najlepszych nauczycieli.
Kiedy przychodzi do mnie matka, twierdząc, że ma problem z własnym dzieckiem, wówczas daję jej kilka zaleceń. Po pierwsze, napisz na kartce, jakich rad udzieliłabyś swojemu dziecku, co byś w nim zmieniła, a potem przeczytaj na głos, najlepiej przed lustrem. Następnie wprowadź te zmiany w swoje życie i obserwuj, jak dokonuje się cudowne uzdrowienie twojego dziecka. Po drugie, opowiedz komuś bliskiemu na głos, jak postrzegasz swoje dziecko, zrób to szczerze, opisz rzeczy, z których jesteś dumna, ale też zachowania lub cechy charakteru, które cię niepokoją. Kiedy będziesz opowiadała, bądź świadoma, że każde z wypowiedzianych zdań jest częścią ciebie.
Z moich długoletnich i wnikliwych obserwacji jasno wynika, że dzieci są papierkiem lakmusowym nas samych. Sposób, w jaki do nich mówimy, pokazuje tak naprawdę nasz wewnętrzny dialog, który z czasem staje się również dialogiem wewnętrznym naszych pociech. Ich zachowania odzwierciedlają wprost nasze emocje. Dlatego jeśli widzimy, że dziecko jest niespokojne, to zamiast je uspokajać, krzyczeć, upominać – warto skontaktować się z własnymi emocjami, bowiem dzieciaki stanowią swoiste odbicie tego, co dzieje się w nas samych. Kiedy my się wyciszymy, w efekcie dziecko zarezonuje spokojem.
To, czego nie chcemy widzieć
Pewnego dnia przyszedł do mnie mężczyzna, który był bardzo zmartwiony negatywnym nastawieniem swojego dziecka. Zapytałam, kiedy ostatnio doświadczył trudnych emocji, i jak by je opisał. Nie potrafił powiedzieć. Stwierdził, że jeśli dzieje się w jego życiu coś trudnego, skupia się na rozwiązaniu problemu. Oczywiście w takim podejściu nie byłoby nic złego, gdyby nie fakt, że mężczyzna ten nauczony został całkowitego wypierania trudnych emocji. Niestety, to, co odtrącamy, zawsze upomina się o siebie i to właśnie najczęściej dzieci pokazują nam to, czego nie chcemy widzieć.
Mężczyzna wraz ze swoją żoną rozpoczął świadomą pracę nad zatrzymywaniem się na negatywnych emocjach – nie po to, aby rozpamiętywać to, co trudne, ale po to, żeby przyznać, że istnieją uczucia, które sprawiają dyskomfort i ból. Paradoksalnie przyznanie się do odczuwania trudnych emocji uwalnia nas od nich, i tym samym uwalnia nasze dzieci. Energię, którą poświęcaliśmy na utrzymywanie ich w nieświadomości, możemy spożytkować na kreowanie radosnego życia, w którym doświadczamy całego spektrum uczuć.
To przed czym bronimy się
Kiedy postanawiamy, że nie chcemy być więcej ofiarą, ponieważ w dzieciństwie doświadczyliśmy cierpienia, zaczynamy zwykle wchodzić w rolę kata, w konsekwencji nasze dziecko najczęściej przejmuje rolę ofiary, pokazując nam to, z czym nie chcemy się skonfrontować. I przeciwnie – kiedy sami zachowujemy się jak ofiara, nasze dziecko zaczyna przypominać kata. Zjawisko to można zaobserwować w przyrodzie. Wielu opiekunów drapieżnych zwierząt opisuje to niezwykłe doświadczenie, że gdy uciekasz przed tygrysem, to on cię goni, a kiedy zaczynasz biec w jego kierunku – ucieka. Natomiast kiedy się zatrzymujesz i kierujesz życzliwe emocje ku zwierzęciu, ono zaczyna bawić się z tobą i do momentu, w którym nie czujesz lęku, jesteś całkowicie bezpieczna, nawet jeśli tygrys jest głodny.
Podobnie jest z dzieckiem. Jeśli mamy kontakt z własnymi emocjami, wówczas maluch otwiera swoje serce nie tylko na nas, ale na wszystkie przejawy życia.
To, czego możemy się nauczyć
Zaobserwowałam, że nasze dzieci widzimy przez pryzmat nas samych, własnych nawyków, wzorców, które ukształtowała przeszłość. Wśród psychologów słynne jest powiedzenie, że jesteśmy sumą naszych przekonań. Kiedy rozwijamy się, zaczynamy proces podważania tego, co wydawało się wyrocznią. W niewytłumaczalny sposób dzieci zaczynają dostosowywać się do naszych nowych przekonań – tak jakbyśmy naszymi myślami tworzyli dziecko. Oczywiście, nie ma jednoznacznych badań naukowych potwierdzających to zjawisko. Jednak wnikliwy obserwator bez zbytecznych psychologicznych kwalifikacji może doświadczyć tego, o czym piszę, dlatego zachęcam do otwarcia się na to doświadczenie. Daje ono poczucie ogromnej sprawczości, które potem można z powodzeniem przełożyć na inne dziedziny życia.
Dzieci, oprócz tego, że pokazują nam to, czego nie akceptujemy w sobie, są skarbnicą wiedzy i dają nam odpowiedzi na trudne pytania. W związku z tym, że ich umysły nie są jeszcze przesiąknięte szkolną wiedzą, mają ogromny dostęp do intuicji. Wiedza szkolna wbrew pozorom w bardzo dużym stopniu ogranicza nasze horyzonty. Problem polega na tym, że dorośli nie biorą na poważnie dziecięcych rad. W związku z tym, że dzieci często posługują się metaforą, dorośli traktują ich słowa jako fantazję, a to wielki błąd. Dlatego zachęcam do uważnego słuchania naszych pociech i szacunku do ich mądrości, która pochodzi prosto z serca.
Dorota Hołówka
poniedziałek, 27 lipca 2015
Jadłospis 27-31.07
1 dekada 2 tydzień
PONIEDZIAŁEK
Śniadanie: Płatki orkiszowe z mlekiem 1,5%
Pieczywo mieszane , masło
Wędlina , ser Bieluch
Pomidor , sałata
głowiasta
herbata zielona
jabłko
Obiad: Zupa zalewajka z jajkiem
Spaghetii mięsno ziołowe
z tartym serem i Bazylią
Kompot z jabłek z
dodatkiem świeżej mięty
Podwieczorek:
Kiwi
Kolacja: Pieczywo mieszane ,masło
pasta jajeczna
,szynka z indyka
ogórek świeży , kiełki brokuły
herbata miętowa
WTOREK
Śniadanie: kasza manna na mleku 1,5%
bułka grahamka
,masło
ser żółty
,kiełbasa żywiecka
kalarepka ,
rzodkiewka
Obiad: Zupa pieczarkowa z
makaronem i wiejską śmietaną
Gotowana
cielęcina w rosole z warzywami
Kalafior ,
brokuł , marchewka
Kasza jęczmienna
Kompot
wieloowocowy
Podwieczorek: pestki słonecznika
Kolacja: mleko sojowe
Pieczywo
mieszane ,masło
szynka
gotowana , pasta twarogowa
sałata ,
papryka czerwona
herbata
rumiankowa
ŚRODA
Śniadanie: kakao
Pieczywo mieszane
, masło
Ser gouda , polędwica sopocka
Pomidor , sałata
Herbata z cytryną i miodem
Obiad: zupa z fasolką szparagową i koperkiem
Paluszki rybne z mizerią
Ryż jaśminowy
Kompot owocowy
Podwieczorek: śliwka
Kolacja: pieczywo mieszane ,masło
Twarożek ze
szczypiorem , kiełbasa żywiecka
Ogórek kiszony
, papryka żółta
herbata
miętowa
CZWARTEK
Śniadanie: Płatki owsiane na mleku
rogal drożdżowy
, masło
powidła
śliwkowe
herbata z
cytryną
OBIAD: Zupa pomidorowa ze
świderkami i bazylią
Kotlet mielony
drobiowy
ryż brązowy
kalafior gotowany
kompot
jabłkowy
Podwieczorek: brzoskwinia
Kolacja Pieczywo mieszane , masło
Jajko na twardo ,
szczypiorek
Wędlina , papryka
trzy kolory
herbata rumiankowa
PIĄTEK
Śniadanie: mleko do picia(sojowe)
pieczywo
mieszane ,masło
pasztet
drobiowy , ogórek małosolny
herbata
zielona z cytryną
OBIAD: Zupa rosół z lanymi kluseczkami i
natka pietruszki
Pierogi z
truskawkami
sos
jogurtowo - owocowy
Podwieczorek: Arbuz
Kolacja: bułka z ziarnem ,masło
pasta z
makreli ,ser biały
ogórek
zielony , papryka żółta
sałata masłowa
wtorek, 21 lipca 2015
rodzinny piknik naukowy
zabawa z robotami wykonanymi przez dzieci na zajęciach z robotyki
wielkie bańki mydlane
robociki
kompot z czerwonych porzeczek i
naleśniki z dżemem własnej roboty wykonane przez ciocię Kasię
eksperymenty z ciekłym azotem
i wykonanie lodów z mleka, śmietany i soku :)
smacznego
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























































