PLUSZOWY MIŚ

czwartek, 19 sierpnia 2021

,,Czy NVC to tylko jakaś technika komunikacji, czy może…?" - autor Łukasz Bieliński

 

Wydaje mi się, że wiele osób, które pierwszy raz styka się z tematem Nonviolent Communication(NVC) odnosi wrażenie, że to nic odkrywczego. Ot zwykła technika komunikacji, która może pomóc im, co najwyżej dogadać się z żoną w kwestii tego, kto będzie domu robić pranie. Co jest odkrywczego w tym, że ludzie chcą zaspokajać swoje potrzeby i je wyrażać (a o tym mówi NVC)? 

Kiedy słyszę tego typu postrzeganie NVC to robi mi się smutno, bo mam obawę, że coś wielkiego omija te osoby. Jednocześnie przez długi czas nie potrafiłem opisać tego, czym tak naprawdę jest NVC w przystępny sposób. Minęły jednak już 2 lata odkąd poznałem filozofię empatii. Poświęciłem wiele czasu, energii na zgłębianie literatury o NVC, byłem na ponad 30 dniach szkoleniowych i wszystko zaczęło mi się układać w głowie. Chciałbym teraz opisać jak najdokładniej to, czym jest tak naprawdę NVC, chociaż mam wątpliwości, że słowa nie oddadzą nawet części tego zrozumienia, które pojawia się dopiero podczas praktyki NVC.

Aby to lepiej pokazać Ci wagę odkrycia, jakim było dla mnie Nonviolent Communication to najpierw przeczytaj poniżej moją historię z rozwojem osobistym, psychologią i podążaniem ścieżką w kierunku poszerzania świadomości. A potem wyjaśnię Ci jak ja postrzegam NVC.

Bodajże w 2000 roku przeczytałem książkę, która uświadomiła mi, że świat, który postrzegałem do tej pory nie jest obiektywną rzeczywistością. Gdzieś w kościach czułem to już wcześniej. Przypominało mi to historię niczym z filmu Matrix, gdzie główny bohater NEO ma wrażenie, że coś z tym światem, w którym żyje jest nie tak. Że jest jakaś tajemnica ukryta przed nim. Dlatego kiedy nadarzyła się okazja, by uzyskać odpowiedzi na nurtujące go pytania – podejmuje wyzwanie i wyrusza w podróż w nieznane. Podobnie było u mnie – miałem wiele pytań. Dlaczego moje życie wygląda tak jak wygląda? Dlaczego robię to, co robię? Jak działa mój umysł? Czy mogę go programować? Czy mogę wpływać na swoje zachowania i emocje? Czy mogę wpływać na innych ludzi? Czy mogę stworzyć życie takie, jakie bym chciał? Kim tak naprawdę jestem? Jaki jest sens istnienia? Etc. Na najgłębszym poziomie chciałem znaleźć to, czego szuka chyba każdy człowiek na Ziemi – odpowiedzi na pytanie: Jak osiągnąć szczęście? Nie przekonywał mnie także standardowy scenariusz w stylu – skończ studia, znajdź dobrze płatną pracę (nieważne czy Ci się ona podoba czy nie), pracuj w niej najlepiej całe życie poświęcając się dla rodziny, narzekaj na prace i ciesz się jedynie weekendami, zbierz pieniądze na starość, by spokojnie dotrwać do śmierci, umrzyj i zrób miejsce dla kolejnych pokoleń. Ten scenariusz wcale mi się nie podobał i chciałem czegoś innego. Chciałem żyć tak, by każdy dzień dawał mi spełnienie.

Tak rozpoczęła się moja przygoda z rozwojem osobistym. Szukając dalej trafiłem w Internecie na dziedzinę o enigmatycznej nazwie Neurolingwistyczne Programowanie (NLP) – początkowo myślałem, że to zbiór technik manipulacji jednak okazało się, że to „meta-dziedzina”, która zajmuje się tworzeniem modeli zachowania i myślenia ludzi, którzy mieli jakieś wyjątkowe umiejętności, by można było samemu nauczyć się tych umiejętności. Kiedy zarobiłem pierwsze większe pieniądze – zainwestowałem je w szkolenia – spędziłem na szkoleniach do tej pory ponad 1500 h. Dowiedziałem się, czym jest kotwiczenie i przekotwiczanie stanów emocjonalnych, czym są metaprogramy, submodalności, jak działa język perswazji, zasady społecznego wywierania wpływu, figury retoryczne i sofizmaty w komunikacji, jak zmieniać perspektywy patrzenia na świat za pomocą przeramowań, jak zmieniać przekonania za pomocą metody RTZ, The Work, Metamodelu, Sleight of Mouth, dialogu sokratejskiego etc.. Dowiedziałem się, czym są i jak działają tożsamości, czym są głosy wewnętrzne i jak z nimi pracować. Na czym polegają psychologiczne gry w Analizie Transakcyjnej, wizualizacje oraz jak działa hipnoza i trans.

Głód wiedzy motywował mnie do odkrywania kolejnych tematów. Poza szkoleniami czytałem także książki rozwojowe i psychologiczne. Odkrywałem zasady i prawa psychologii ewolucyjnej, społecznej, egzystencjalnej, poznawczej, behawioralnej oraz głębi. Dowiedziałem się, czym jest Ego oraz mechanizmy obronne opisane przez Freuda, czym są archetypu opisane przez Junga etc. Odkryłem różne modele typów osobowości oraz charakterystyki poszczególnych zaburzeń psychicznych. Trafiłem także na tematy związane z duchowością, nauki różnych guru duchowych i systemy duchowe. Część z nich postrzegam, jako bzdury, część jednak pozwoliła mi spojrzeć na swój umysł z jeszcze szerszej perspektywy. Interesowałem się medytacją (i dalej ją praktykuję), zgłębianiem Poziomów Świadomości Wilbera, Poziomów Wartości Graves’a, myśleniem trans-racjonalnym Wilsona oraz psychologią transpersonalną opisywaną przez S.Grofa. Każde z doświadczeń dało mi wgląd w złożoność psychiki ludzkiej. Potrafiłem zmieniać swoje przekonania, dostrzegać moje granice i granice innych ludzi, rozpoznawać różne zjawiska nieświadome np. przeniesienia. Wiedziałem na przykład, że kłócąc się z kimś mogę tak naprawdę nieświadomie widzieć w drugiej osobie mojego rodzica i cała kłótnia, która dzieje się w danym momencie jest tak naprawdę kłótnią dziecka z rodzicem, a nie między dorosłymi ludźmi. Ciągle mi jednak w tym wszystkim czegoś brakowało.

Dlatego poszedłem na roczną terapię integracyjną, by jeszcze lepiej zrozumieć siebie. Swoją drogą, (dla zachowania swojego wizerunku) mając świadomość tego jak ludzie stereotypowo postrzegają terapię, to chciałbym Cię byś wiedział, że nie trzeba być czubkiem, żeby pójść na terapię. Terapia może pomóc Ci uświadomić sobie jak wiele z tego, co robisz nie jest Twoje i jak wiele jest wtłoczone w Twój nieświadomy umysł w procesie wychowania i socjalizacji. Wiedziałem o tym ze szkoleń, ale dopiero doświadczając terapii odkryłem jak bardzo to kieruje ludźmi. Pewnie zdarzyło Ci się odkryć jak wiele rzeczy robisz dokładnie jak Twoi rodzice, mimo że chciałbyś tego uniknąć. Na terapii możesz wiele z tych uwarunkowań odkryć, uświadomić sobie i wyeliminować z życia. Możesz nauczyć się kontaktować ze swoimi emocjami i głęboko je przeżywać dokopując się do głębokich pokładów nieświadomości. Możesz też wzmocnić racjonalny sposób postrzegania rzeczywistości i swoich granic. Możesz też nie interesować się tym tematem i oddać odpowiedzialność za swoje życie wytresowanym automatyzmom.

Poza tym, ukończyłem także roczne studia podyplomowe z Coachingu – i tutaj także wyjaśnienie – Coaching to proces poszerzania świadomości, a nie jak to w niektórych mediach pokazywano – dawanie mądrych rad i rozdmuchiwanie swojego wielkiego EGO. Studia były kolejną cegiełką do tego, by jeszcze lepiej poznać siebie.

Wreszcie – miałem także doświadczenia transpersonalne wywołane rytuałami szamańskimi, gdzie doświadczałem „nieba i piekła”, spotkań z różnymi bytami, energiami, archetypami, przekroczenia moje Ego, połączenia się z Uniwersalną Jaźnią etc.. Dostrzegłem perspektywy patrzenia na świat, o których nie śniło się przeciętnemu Kowalskiemu.

Mimo tej całej wiedzy i doświadczeń, które zbierałem przez ponad 13 lat dalej mi czegoś brakowało.

I wtedy całkowicie przypadkowo trafiłem na książkę o Nonviolent Communication (Porozumieniu Bez Przemocy). Coś zaczęło w mnie rezonować, że tutaj mogę znaleźć odpowiedzi na dawno temu zadane pytania. Kiedy poszedłem na 16 dniowy Intensywny Kurs NVC pracowaliśmy bardzo głęboko z NVC i wtedy dotknąłem esencji filozofii empatii. Jedna z największych iluzji, w której żyłem rozsypała się. Wszystko nagle stało się dla mnie jasne (wszystko = zrozumienie siebie). Znalazłem odpowiedź na pytanie „Kim jestem?”. Brakujący puzzel tej wielkiej układanki wskoczył na swoje miejsce. Dlatego teraz chwila na refleksję: Skoro Łukasz przeszedł tyle lat zgłębiania tajemnic swojego umysłu i po tym wszystkim NVC zrobiło na nim największe wrażenie, to czy w NVC nie ma nic odkrywczego i jest jedynie jakąś techniką komunikacji? A może jednak coś musi tam być?

Mam nadzieję, że analiza mojego życiorysu pod kątem eksploracji ludzkiego umysły pokazuje Ci, że chyba jednak NVC to coś więcej niż tylko technika komunikacji.

I tym właśnie chciałbym się teraz podzielić – odpowiedzią na pytanie „Czym tak naprawdę jest NVC?”.

NVC postrzegam za postawę, która charakteryzuje się radykalną zmianą patrzenia na rzeczywistość, która pozwala odblokować w ludziach ich naturalną empatię. Wtedy pojawia się pragnienie wzbogacania jednocześnie swojego życia oraz życia innych ludzi. Marshall Rosenberg (twórca NVC) nazwał to terminem „Natural Giving” („naturalnym obdarowywaniem”). Każdy z nas od urodzenia ma w sobie tę potrzebę wzbogacania życia innych. Pytając małe dzieci, kim chciałyby zostać w przyszłości – często wskazują zawody, których cechą jest pomaganie i ochrona życia(lekarz, strażak, policjant). Zanim proces socjalizacji i sposób wychowania oparty na dominacji odetnie je od ich naturalnej empatii, będą one czerpać przyjemność z wzbogacania życia innych ludzi. Przypomnij sobie ostatnią sytuację, kiedy bezinteresownie komuś pomogłeś. Czy może być jakieś piękniejsze uczucie od tego, które się pojawia, kiedy wiesz, że wzbogaciłeś życie drugiego człowieka? Niestety język, którym posługują się, na co dzień ludzie sprawia, że tracimy dostęp do naszej empatii. Jednak da się na nowo przywrócić kontakt z naszą empatią. Trzeba jednak zmienić sposób patrzenia na rzeczywistość. Można to zrobić dzięki NVC. Kiedy empatia zaczyna płynąć między ludźmi – znika przemoc.

Dlatego NVC nie jest jakąś techniką komunikacji – to coś dużo większego. To filozofia, która może sprawić, że Twoje życie i życie innych ludzi może stać się pełniejsze, radośniejsze i przepełnione życzliwością.

Co odkrył Marshall Rosenberg?

Nawiązanie kontaktu ze swoimi potrzebami sprawia, że życie staje się piękne. Podstawowym założeniem NVC jest to, że każde ludzkie zachowanie służy zaspokajaniu uniwersalnych potrzeb, które są identyczne dla wszystkich ludzi na świecie. Jednym z błędów(lub po prostu jest to inna od NVC definicja słowa „potrzeby”) popełnianych przez wiele osób jest mylenie potrzeb ze strategiami. Strategie to wszystko to, co pochodzi ze świata materialnego jak np. przedmioty lub zachowania innych ludzi. Potrzebami natomiast są STANY WEWNĘTRZNE człowieka takie jak np. bliskość, akceptacja, uznanie, przynależność, samorealizacja, bycie usłyszanym, zrozumienie, harmonia, świętowanie, zabawa etc. Potrzebami nie jest np. chęć zmiany zachowania jakiejś osoby, posiadanie pieniędzy, domu, samochodu, pracy, czy urlopu – to są jedynie strategie na zaspokojenie potrzeb. Dana potrzeba może być zaspokojona przez wiele różnych strategii np. odpoczynek można zaspokoić spacerem, drzemką, medytacją, wizytą w spa, wyjazdem na urlop etc. Natomiast ludzie nieświadomi swoich potrzeb często przywiązują się do określonej strategii i walczą o nią z całych sił, bo mają wrażenie, że porzucenie danej strategii równoznaczne jest z porzuceniem zaspokojenia swojej potrzeby. A niezaspokojone potrzeby wywołują cierpienie. Skupienie się jedynie na strategiach skutkuje tworzeniem się konfliktów międzyludzkich. Jeśli dana strategia zaspokaja potrzebę osoby A może niestety równocześnie nie zaspokajać potrzeby osoby B. Podczas walki o swoje strategie, osoby A i B stosują najczęściej komunikację, której celem jest zadanie cierpienia, by druga strona uległa i przyjęła strategię wygranego. Efektem tego typu komunikacji jest pogłębianie cierpienia między ludźmi, a to prowadzi do przemocy i powiększania się spirali cierpienia. Innym skutkiem stosowania “języka przemocy” może być zamiana konfliktu z drugim człowiekiem na konflikt wewnętrzny, który zaczyna wypalać ludzi od środka.

Potrzeby są wyrazem życia, które płynie w każdym z nas. Fundamentalnym celem życia jest istnieć, więc kiedy uda Ci się dostrzec życie płynące w drugim człowieku(identyczne jak te płynące w Tobie) to pojawia się spokój oraz pragnienie stworzenia takiej relacji, by to życie mogło płynąć bez przeszkód. W taki sposób może zniknąć przemoc, która odcina ludzi od “życia” i “wyłącza” chęć naturalnego obdarowywania. Według NVC przemoc wynika z „odcięcia się” od własnych potrzeb poprzez wpadnięcie w proces interpretowania świata w kategoriach dobra/zła, poprawności/niepoprawności, mądrości/głupoty etc. Większość społeczeństw na świecie funkcjonuje właśnie w takim modelu rzeczywistości. Tworzy on kulturę dominacji, gdzie istnieje władca, który ma “rację” i karze tych, którzy mają inny sposób postrzegania świata, a nagradza tych, którzy się podporządkują. System kar i nagród sprawia, że „niemający racji” stają się zdominowani i uprzedmiotowieni – mają bezdyskusyjnie wykonywać żądania władcy bez względu na to czy zaspokajają one ich potrzeby czy nie.

Kiedy potrzeby nie mają szansy bycia zaspokojonymi wtedy człowiek doświadcza cierpienia. Umysł ludzki ma różnego rodzaju mechanizmy obronne, by radzić sobie z cierpieniem. Na przykład jednym z nich jest racjonalizowanie doświadczeń – “nie mam dużo pieniędzy – może to i dobrze, bo by mnie jeszcze okradli”. Jednak wiele mechanizmy obronne mogą powodować jeszcze większe oderwanie od swoich potrzeb i tworzyć konflikty wewnętrzne, a co za tym idzie – człowiek doświadcza większego cierpienia. Skutkiem tego może być przemoc fizyczna lub różnego rodzaju zachowania, które w psychologii nazywane są zaburzeniami psychicznymi.

Aby umożliwić ludziom stosowanie filozofii empatii(permanentnego uświadamiania sobie potrzeb i łączenie się z nimi w każdym przeżywanym kontekście) Marshall Rosenberg stworzył model 4 kroków NVC.

Postrzegam go za formę praktyki pozwalającej urzeczywistnić się tej naturalnej chęci obdarowywania innych ludzi. Model ten nie jest techniką komunikacyjną, której celem miałoby być wpływanie na innych ludzi tak, by robili to, co chcesz. Nie ma to na przykład nic wspólnego z modelem FUKO, który jest techniką komunikacji, której celem jest wywieranie wpływu na ludzi(piszę o tym, bo niektórzy porównywali NVC do “przeróbki” FUKO).

Model NVC jest praktyką wychodzenia z iluzji, by dzięki temu dotrzeć do fundamentu jestestwa, jakim są potrzeby ludzkie. Jest to proces doświadczania prawdy na 4 poziomach:
  1. Zachowania – rozróżnienie ocen od faktów, bo to, co prawdziwe to fakty;
  2. Uczuć – rozróżnienie uczuć rzekomych (np. czuję się niesłuchany) od uczuć prawdziwych(np. czuję frustrację), bo to, co prawdziwe to uczucia, których doświadczasz w danym momencie;
  3. Potrzeb – rozróżnienie strategii (robienia/posiadania czegoś) od potrzeb (doświadczania czegoś), bo to, co prawdziwe to potrzeby, które są wyrazem życia;
  4. Prośby – rozróżnienie żądań od próśb, bo żądania to stawienie oporu rzeczywistości.

Przechodząc przez ten proces stajesz przed prawdą – widzisz świat bez iluzji. Znika Ci wtedy sprzed oczu „obraz wroga”. Jesteś w stanie w drugiej osobie dostrzec człowieka, który (stosując przemoc fizyczną lub/i psychiczną) pragnie tragicznie zaspokoić swoje potrzeby. Tragicznie, bo jego strategie komunikacji i zachowania oparte na przemocy sprawiają, że oddala się on od zaspokojenia swoich potrzeba, a co za tym idzie powiększa swoje cierpienie.

Uświadamiając sobie swoje potrzeby oraz kontaktując się z nimi(wczuwając się w nie) doświadczasz głębokiego spokoju i ulgi.  Wszystko staje się jasne. Dostrzegając swoje potrzeby odkrywasz, co jest przyczyną Twojego cierpienia. Jest to bardzo ważne, bo świadomość przyczyny automatycznie pozwala szybko zakończyć ten proces. To tak jak np. z bolącym zębem. Jeśli odkryjesz, co jest przyczyną bolącego zęba – wtedy możesz na to zareagować i ból zęba znika.

Kontaktując się ze swoimi potrzebami i stosując odpowiednią komunikację możesz pomóc drugiej stronie doświadczyć tego samego. Wtedy dochodzi do głębokiego połączenia między ludźmi – połączenia przekraczającego umysł. To jest na tyle intensywne i niecodzienne, że można by to nazwać duchowym doświadczeniem. Masz wrażenie, że łączysz się z drugą osobą na bardzo głębokim poziomie. Doświadczasz piękna płynącej między wami energii życiowej. Znika czas, a Ty zatapiasz się w tym doświadczeniu. Pojawia się czysta miłość, która płynie między wami. To bardzo uzdrawiające i zmieniające perspektywę patrzenia na świat.

Tego samego można doświadczyć budując głębokiej więź z samym sobą. W procesie socjalizacji i wychowania wiele osób doświadczyło komunikacji opartej na przemocy. W efekcie atakują samych siebie swoimi dialogami wewnętrznymi – strasząc się, wzbudzając poczucie winy, czy zawstydzając. NVC pozwala uwolnić się od konfliktów wewnętrznych i pomóc zaakceptować siebie samego. Skutkiem ubocznym jest pełna świadomość swoich granic, pewność siebie, poczucie własnej wartości oraz integracja JA.

Model 4 kroków w NVC to PROCES ZMIANY NAWYKU(nie technika komunikacyjna) postrzegania rzeczywistości w kategoriach „dobra i zła” oraz „kar i nagród”, na postrzeganie świata w kategoriach zachowań, które zaspokajają lub nie zaspokajają potrzeb ludzkich. Dzięki temu można ćwiczyć dochodzenie do fundamentalnych założeń filozofii NVC, które odblokowują energię „Natural Giving”.

Dla lepszego zrozumienia można, by to porównać np. do medytacji w buddyzmie, której celem jest doświadczenie fundamentalnych założeń buddyzmu, czy kontemplacji w chrześcijaństwie, jako praktyki, której celem jest doświadczenie fundamentalnych założeń chrześcijaństwa, które także są pewną formą innego patrzenia na rzeczywistość. NVC nie jest jednak żadną nową religią – nie ma tu wiary w bóstwa, bogów, demony, anioły, proroków etc.

Zaletą NVC jest to, że człowiek znający ten model może pomóc innej osobie, która nie ma pojęcia o NVC, skontaktować się jej ze swoim potrzebami i odblokować tę naturalną chęć obdarowywania innych.

Model teoretycznie jest prosty, bo składa się z 4 kroków, jednak w rzeczywistości nie jest łatwy w stosowaniu. Porzucenie starych nawyków myślenia i automatycznych reakcji w stylu atak/ucieczka/zamrożenie, interpretowania świata w kategoriach dobra/zła, krytyki i oceniania wymaga cierpliwości, a czasami nawet wsparcia innych osób. Mózg potrzebuje czasu, by stworzyć nowe połączenia neuronalne i wyrobić sobie nowy nawyk. Sam, mimo 2 lat praktyki NVC, wpadam czasami w stare nawyki. Mam jednak na to przestrzeń, by to akceptować i pracuje nad tym w następnym razem, kiedy doświadczę trudnej sytuacji być świadomym swoich potrzeb. NVC to dla mnie także patrzenie na świat przez pryzmat systemu. Wątpię, żeby ludzie na tyle mogli wytrenować się w stosowaniu NVC, żeby zawsze, wszędzie i w każdej relacji być połączonym z potrzebami. Dlatego ważne jest by ktoś mógł pomóc Ci połączyć się ze swoimi potrzebami, jeśli Ty akurat w danym momencie stracisz z nimi kontakt. Im więcej ludzi będzie praktykować NVC tym łatwiej będzie nam wszystkim zatroszczyć się o siebie nawzajem. To bardziej patrzenie na rozwój, jako na rozwój “systemowy”, a nie jak na rozwój “osobisty”.

Praktyka NVC wymaga łączenia pracy intelektu z głębokim wczuwaniem się we własne ciało, by uświadomić sobie wszystkie pojawiające się uczucia i potrzeby. Osoby, które przez wiele lat nie miały kontaktu ze swoimi uczuciami będą miały trudności w ich rozpoznawaniu. Trochę czasu im zajmie nauczenie się odczytywania i nazywania sygnałów płynących z ciała.

Dodatkowo w praktyce NVC pojawia się wiele pułapek, które wynikają ze przywiązania do starego modelu myślenia. NVC może wtedy stać się narzędziem komunikacyjnym do wywierania wpływu, a nie praktyką łączenia się z potrzebami. Dlatego płynne posługiwanie się NVC w najtrudniejszych kontekstach może wymagać lat praktyki. Pytanie jednak czy chcesz stosować NVC na poziomie eksperckim tak jak np. Marshall Rosenberg, który potrafił prowadzić mediacje oparte na NVC między mordującymi się wzajemnie plemionami Tutsi i Hutu w Rwandzie? Wtedy zajmie to wiele czasu. Jednak, żeby się nie zrazić do NVC miej świadomość, że przeczytanie nawet jednej książki czy uczestnictwo w warsztacie może na plus zmieć coś w Twoim życiu.

Warto też wspomnieć, że empatia w rozumieniu NVC to nie jest bycie miłym, sympatycznym czy uległym. To nie jest mówienie w miły sposób tak, by nikogo nie obrazić czy nie urazić. NVC to przede wszystkim bycie autentycznym poprzez odpowiednie wyrażanie wszystkich swoich uczuć oraz potrzeb, które pojawiają się w danym momencie. Żeby jeszcze bardziej podkreślić, że empatia w filozofii NVC to nie bycie sympatycznym, zauważ, że jest tu nawet przestrzeń na zabicie innego człowieka, jako wyraz „ochronnego użycia siły” – czasami nie ma przestrzeni oraz możliwości na dialog, bo druga osoba właśnie zamierza Cię skrzywdzić. Nie jest to jednak „karzące użycie siły” – nie ma tu intencji oduczenia kogoś danego zachowania poprzez zadawanie mu cierpienia. W NVC fundamentalnym celem jest zadbanie o wszystkie potrzeby, wszystkich osób, które mają ze sobą kontakt w danym momencie, by stworzyć więź międzyludzką o określonej, jakości. Twoje potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby innych ludzi. Tego typu podejście pozwala ludziom w danej relacji wypracować takie strategie zachowań, by zatroszczyć się o potrzeby wszystkich, by każdy był zadowolony. Niektórzy mogą w tym momencie się nie zgodzić. Dlatego warto pamiętać, że NVC pozwala Ci spojrzeć na świat z nieco szerszej perspektywy. Zgadzam się, że czasami nie da się zrobić, żeby ktoś dostał to, czego akurat sobie życzy (to poziom strategii). Jednak na poziomie potrzeb nagle może się okazać, że dana osoba jest w stanie znaleźć łatwo alternatywne strategie zaspokojenia swoich potrzeb. Wtedy okazuje się, że pozornie nierozwiązywalny problem staje się możliwy do rozwiązania. Wtedy pojawia się radość. A ludzie szczęśliwi nie mają ochoty zabijać innych ludzi – nie wysadzają się w zamach, nie obcinają głów, nie gwałcą i nie zrzucają bomb.

Dlatego świadomość i zatroszczenie się o potrzeby ludzi pozwoli budować pokój na świecie.

Skutkiem ubocznym stosowania NVC może być także rozwiązywanie konfliktów i tworzenie relacji współzależności zamiast dominacji czy uległości, rozwiązywanie konfliktów wewnętrznych i uwolnienie swojej wewnętrznej motywacji, prowadzenie skutecznych mediacji, uchronienie dzieci przed psychologicznymi ranami, uzdrawianie psychologicznych traum i ran, prowadzenie skuteczniejszej terapii, prowadzanie skuteczniejszego coachingu, łatwiejsze dotarcie do swojej misji życiowej, rozbudzenie intuicji, lepsze planowanie życia i podejmowanie dobrych decyzji, pobudzenie chęci prowadzenia ekologicznego trybu życia, pobudzenie postaw prospołecznych, chęć szerzenia pokoju na świecie, doświadczanie duchowego wymiaru egzystencji.

Dlatego uważam, że NVC warte jest poświęcenia czasu i energii. Wizją Marshalla Rosenberga jest stworzenie świata bez przemocy, a będzie to możliwe wtedy, gdy ludzie będą słyszeć wzajemnie swoje potrzeby. To wymaga wielkich zmian społecznych m.in. wychowywania dzieci w duchu empatii, stworzenie empatycznych szkół oraz firm. Najpiękniejsze jest to, że to wszystko zaczyna się już powoli dziać. Coraz więcej ludzi zaczyna się interesować NVC. Powstają przedszkola, szkoły i firmy, które filozofię empatii wprowadzają w życie. Dzięki temu znika wiele konfliktów i potencjał ludzki ma okazję rozwijać się.

Wycieczka 5,6,7- o latków do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Piasecznie

 











czwartek, 1 lipca 2021

Pożegnanie roku przedszkolnego z Piłkarskim Przedszkolem GOL:)






 

Co mi mówi moja złość? Emilia Kulpa- Nowak

 

Klasyczna sytuacja: wchodzisz do domu, a oni znów się biją. Za chwilę ma przyjść ukochana ciocia i podobno czekają na nią. Nawet umawialiście się, że pomogą nakryć do stołu, tymczasem oni nie są w stanie dotrzymać umowy i w dodatku nie potrafią żyć w zgodzie. Biją się i rozwalają dom.

rzyczysz, że mają natychmiast się uspokoić, albo że urwiesz im zaraz ucho. Albo coś o tym, że już ich nigdy o nic nie poprosisz, albo że zawiedli, albo że masz ich dość i w tym roku wakacji nie będzie. Śmieszne?

Jak tak sobie siedzisz i czytasz, to pewnie trochę śmieszne, ale w sumie – jakieś tragiczne albo smutne. Krzywdzące? Niesprawiedliwe? Na wyrost? Jest w złości parę elementów, które mówią. Mówią w sposób obezwładniający i trudny, ale tym bardziej widać, jak ważne to są rzeczy. Wsłuchajmy się w przekaz złości. Co się dzieje?

1. Mama czeka na przyjazd cioci – pewnie jest trochę podenerwowana, bo chciałaby, żeby wszystko było O.K. Żeby dom był posprzątany, bo wiadomo przecież, że ciocia oceni porządek. Żeby kolacja była smaczna, bo ciocia nieźle gotuje. No i żeby atmosfera była miła, bo ciocia pójdzie potem do innych cioć i kto wie, co tam powie?

2. Dzieci się biją – może też się trochę denerwują, a może są niecierpliwe, chciałyby, żeby to było już? A może ten przyjazd wydaje im się bardzo odległy i zajęły się swoimi ważnymi sprawami: on mi zabrał piórnik! ona jest głupia! on jest małpą! ona zaczęła!

W zasadzie to wszystko, choć pewnie złość powie więcej. Gdy mama krzyczy, to przechodzi w tryb „walcz lub uciekaj”, przestaje logicznie myśleć, jej mózg gadzi przejmuje dowodzenie, no i walczy. Dzieci przechodzą w fazę zamrożenia, w stresie niczego nie przyswajają, więc i tak nie usłyszą tego, o co mamie chodzi. Nie mają szansy usłyszeć, że chodzi o pomoc, współpracę, granie do jednej bramki tuż przed stresującym przyjazdem cioci czy o porządek w domu. Za to boją się, czują niepokój i może również wpadają w złość. Więc spirala się nakręca. Uczą się też, że krzyk przynosi chwilową ulgę, ale nie chcemy przecież tej ulgi, bo jest ona zwodnicza. I przy okazji zawodna.

Złość mówi więc o tym, czego w tej chwili mamie brakuje: że brakuje jej współpracy, spokoju albo pewności, że ciocia zaakceptuje mamę, jej dzieci, dom i okaże jej miłość, będą mogły wspólnie świętować spotkanie, w radości i spokoju. Mówi też o tym, że mama zaczęła myśleć o swoich dzieciach i sytuacji w sposób: „to ich wina”, „oni nigdy”, „że też nie można na nich polegać”, „powinni mi teraz pomóc”, „przecież tyle razy prosiłam” – to są myśli-zapalniki, które powodują złość.

Mama nie potrafiła zobaczyć tej sytuacji takiej, jaką była: „wracam do domu, dzieci się biją”, tylko dorobiła do niej oceny i interpretacje, które oddaliły ją od faktycznych potrzeb, od tego, jakie życie płynęło w niej i jej dzieciach, a podsunęły proste (choć niestety mało skuteczne) rozwiązanie: złość. Mówi też o tym, że mamie brakuje paliwa i oleju. Jedzie na oparach i zaraz zatrze silnik. Może jest zestresowana, może przemęczona, niewyspana? Mama potrzebuje zadbać o siebie i złość jej o tym przypomina. Może wystarczy kąpiel z bąbelkami, a może trzeba wyjechać lub nawet pójść na sesję terapeutyczną? Złość mówi mamie, żeby zajrzała do siebie, popatrzyła, co tam u niej słychać, jak się ma i co pomoże jej o siebie zadbać.

Złość mówi jeszcze o tym, że może jakieś inne relacje są zaniedbane i wołają o pomoc. Może ma ostatnio mało bliskości z mężem, a może z przyjaciółką się trochę rozmijają. A może ze swoją mamą poprztykały się o coś głupiego albo o to, co zawsze?

Czasami jest tak, że z kimś się zaczynamy rozmijać i jeśli ta relacja jest dla nas ważna, to racjonalizujemy, że tak czasami bywa, że nie ma się co przejmować, że przecież czasem drogi się rozchodzą, a tymczasem w środku to boli, rani, może przynosi wstyd, może smutek lub kolejną warstwę złości.

Złość może też przed czymś chronić, dbać o coś. Zwykle to stare, zatarte mechanizmy i przestały się sprawdzać, ale jednak jest tam coś z troski – może dba o nasze terytorium, a może o harmonię w życiu, a może o wspólnotę z ludźmi.

 

Program naprawczy

 

Przywitajmy złość z szacunkiem i tkliwością. Może mówić nam, przypominać o naprawdę ważnych rzeczach i warto zatrzymać się i zastanowić, co takiego dzieje się w nas – czego nam brakuje, co krzywdzącego myślimy o naszych dzieciach, mężach, mamach, przyjaciółkach, jakie myśli nas zatruwają, zamiast nas wzbogacać.

W przeciwdziałaniu złości często pomaga program naprawczy złożony z 4 kroków:

1. Napełniaj się poczuciem spełnienia, wsparcia, wysłuchania. Możesz to robić z jedną przyjaciółką „od napełniania” lub np. w grupach empatycznych, praktykujących Porozumienie bez Przemocy (NVC).

2. Zadbaj o bliskie relacje – aby wszystko było wypowiedziane i by bliskość była prawdziwa. Zaspokoi to twoje potrzeby życia we wspólnocie z ludźmi i akceptacji, miłości bezwarunkowej, a to daje duży zapas paliwa.

3. Zrób coś tylko dla siebie. Tak, wiem, że mama ma za zadanie dawać swoim dzieciom, dbać o dom, robić zakupy, sprzątać, gotować, pracować, być niezależną i zadowalać swojego męża. I nawet wiem, że to takie egoistyczne. Jednak dbanie o siebie, sprawianie sobie przyjemności to podstawa, to daje możliwość zadbania o pozostałe sfery i obowiązki mamy.

4. Popracuj nad swoim obrazem otaczającego cię świata. Spróbuj dostrzec odrobinki dobra. Zamiast myśleć, że dzieci są rozwydrzone i cię nie słuchają, pomyśl, że szukają zabawy, że to tylko dzieci, że są autentyczne albo że kreatywnie się bawią. Pomaga w tym praktykowanie wdzięczności – dostrzeganie najdrobniejszych oznak dobra także w tym, co trudne i co wydaje się złe. Szklanka sama nie stanie się do połowy pełna – to ty ją możesz taką zobaczyć. I jak każda umiejętność, także i ta wymaga wprawy.

Więc ja zacznę: jestem wdzięczna za to, że w sobotę przyszła do mnie złość, bo pokazała mi, że w pewnej relacji mam braki do nadgonienia. Zadzwonię do tej osoby i porozmawiam z nią. Hmm… gdzie jest mój telefon?